Home Azja Ciągle jeżdżę rowerem po Chiang Mai

Ciągle jeżdżę rowerem po Chiang Mai

2018-05-28

Znam tę trasę na pamięć. Mogę ją przejechać z zamkniętymi oczami, po drodze zatrzymując się na koktajl z mango i czarne jak tropikalna noc espresso. Wyjeżdżam ze swojej kanciapy w Suksabai Apartment Chiangmai i kieruję się na Żelazny Most. Żar leje się z nieba, asfalt faluje, liście bananowców ani drgną. Wiatr to w Tajlandii luksus.

Zeskakuję z rowera. Przystanek nr 1: 7-Eleven i woda kokosowa w plastikowej butelce, która pewnie wyląduje w oceanie. Grzecznie dziękuję uśmiechniętej ekspedientce za reklamówkę i spowrotem dosiadam swojego czerwonego rumaka.

Nieśpiesznie pokonuje kilkudziesięciometrowy most, rzucam niechlujne spojrzenie na Bus Bar. Wieczorem wpadnę tu na zimne piwo i muzykę na żywo. Ostatnio nawet fajnie grają. Skręcam w prawo, mijam jeszcze pusty Night Bazaar i hostel, w którym mieszkałam ponad miesiąc. Kierunek Północna Brama z placem pełnym gołębi i mobilnym fryzjerem. Przeprowadzam jednoślad na drugą stronę ulicy. Teraz już prosto. Marzę przez chwilę o ostrym ramenie z jajkiem w japońskiej knajpie Samurai Kitchen, w której jadam zwykle przed piwem w Bus Barze.

Dziś wybieram się do Karoliny na kawę. Przede mną jeszcze 3km. Na miejsce dojadę spocona, ale w sumie nie zrobi to na mnie żadnego wrażenia. Jestem spocona od rana do wieczora. Przez chwilę myślę o listopadzie w Polsce. Wcale się nie rozmarzam – wręcz przeciwnie.

Jeszcze jedno skrzyżowanie dzieli mnie od najlepszego na świecie pad thai z krewetkami i limonką. Nie żałuję orzechów ziemnych. Zamawiam też słodką colę – raz się żyje. Ostatnie 10 metrów. Z prawej strony urocza, mała świątynia buddyjska z panem kogutem, który kroczy jak zwykle dumnie po swoim terenie. Parkuję maszynę na strzeżonym parkingu i resztkami sił wybieram numer do Karo: “Zjedziesz otworzyć?” W nosie świdruje mi już zapach kawy…

Chiang Mai nie jest zbyt przyjazne dla rowerzystów. Drogi są tu bardzo ruchliwe i pełne wielkich samochodów z klimą, pędzących na oślep “komarów” i bąków. Ciężko się na początku w tym wszystkim połapać. Może jestem masochistką albo ryzykantką… W każdym razie, polecam dwa kółka, z silnikiem lub bez. Przetestowałam obie opcje.


Sprawdź moje miejscówki w Chiang Mai!

To Ci się spodoba

Leave a Comment