Home Europa „Buch”! „Pstryk”! „Buch”!

„Buch”! „Pstryk”! „Buch”!

2018-04-30

Na spokojnym zazwyczaj pasie startowym krośnieńskiego lotniska nie brakuje dziś emocji. Jest godzina 18.00. Słońce powoli schodzi w dół, by za niecałe 2 godziny zniknąć za horyzontem. Po niebie niespiesznie przesuwają się chmury, jakby i one czekały na to, co się zaraz wydarzy. Słychać krzyki po słowacku,węgiersku, litewsku, polsku. Mężczyźni, kobiety. Starsi, młodsi. Wszyscy uwijają się w pocie czoła, by jak najsprawniej wznieść swoje statki w przestworza. Pierwszy wieczorny start balonów nad Krosnem potrwa jeszcze ok. 30 minut.

Górskie Zawody Balonowe w Krośnie (29.04-2.05) odbywają się w tym roku po raz 19. Do prawie 60-tys. miasta nad Wisłokiem przyjechało ponad 30 ekip balonowych, by rywalizować między sobą w różnych konkurencjach. Zrzucanie markera do wyznaczonego przez sędziów celu, do celu określonego przez samego pilota, “pogoń za lisem”, “zatapienie okrętu” (więcej: tutaj), etc. Stawką jest puchar, ale to nie po niego przyjechali baloniarze. Satysfakcja. Adrenalina. Niepowtarzalny klimat, starzy znajomi. Frajda i możliwość bycia bliżej nieba. O to toczy się gra.

Obserwuję jak każdy z prawie 40 statków nabiera kształtów. Jak wielkie płachty materiału zamieniają się w kolorowe potwory. Jak baloniarze w odpowiednim momencie wskakują do swoich gondoli – jeden po drugim i odlatują z uśmiechem na twarzy. Podchodzę blisko, czasem zbyt blisko. Chcę poczuć na własnej skórze żar dmuchanego powietrza i dać się ponieść tej emocjonalnej nawałnicy. Zatrzymuję się na dłużej przy jednej parze. Pan i pani, pewnie ze Słowacji – siwi, wyjątkowo spokojni. Pewnie robią to od lat. Trzymają płachtę z cierpliwością, czekając aż dostatecznie wypełni się gorącym powietrzem. “Buch”, “buch”, “buch”. Ten dźwięk jeszcze długo będzie rezonował w mojej głowie. Ma w sobie coś z magii i grozy jednocześnie. “Buch”. “Pstryk”. “Buch”. “Pstryk”. Migawka pracuje bez wytchnienia. Kolejny “buch” wyrywa mnie z fotograficznego szału. Sprawdzam włosy i rzęsy. Mam wrażenie, że już ich nie mam.

Odrywam na chwilę oko od wizjera. Czuję na sobie czyjś badający, pytający, roześmiany wzrok. Mi też ktoś robi zdjęcia, może nawet filmuje. Na pamiątkę albo po prostu w odpowiedzi na moją bezczelną obecność. Po kilkunastu minutach większość z “maszyn” wisi nad ziemią. Moja przygoda w tym miejscu się kończy, a dla baloniarzy dopiero zaczyna…


Zobacz film ze startu: tutaj (by Damian Krzanowski).

To Ci się spodoba

Leave a Comment