Home Islandia Sfilmował Polaków na Islandii

Sfilmował Polaków na Islandii

2018-03-15

Wyspę, na punkcie której szaleje coraz więcej turystów z całego świata, Polacy odkryli już dawno. Szacuje się, że stanowią oni ok. 4% ponad 330 tys. społeczności i są największą mniejszością narodową Islandii. Polacy przyjechali tu za chlebem. Ten chleb im tak posmakował, że zdecydowali się tu zostać. Wiele z tych osób znalazło na wyspie spokój. Jest to o tyle dziwne, że pogoda na Islandii raczej nie rozpieszcza. Zimy są srogie i długie.

Oglądając film Kuby Witka “Isoland” o Polakach na Islandii nie mogę się napatrzeć na kosmiczne krajobrazy, nasycone kolory, wodospady. Każdy kadr to zupełnie inny świat. Na wyspie to natura rozdaje karty: czynne wulkany, trzęsienia ziemi, gorące źródła, groźne sztormy. Bohaterzy filmu mówią spokojnie, powoli dobierają słowa, uśmiechają się do kamery. Miło ich posłuchać, zwłaszcza teraz, kiedy nad Wisłą ludzie coraz częściej na siebie krzyczą.

Zapytałam Kuby o jego film. Musiałam.

Kiedy wpadłeś na pomysł, żeby zrobić film o Polakach na Islandii?

Filmowaniem zajmuję się zawodowo, jednak przed „Isolandem” były to głównie komercyjne, mało ciekawe zlecenia. Czułem więc ogromną potrzebę zrobienia czegoś dla siebie, dla własnej satysfakcji i ambicji. Wiedziałem też, że będzie to forma dokumentalna, bo ten kierunek od zawsze pociągał mnie najbardziej. Nie pamiętam kiedy pierwszy raz pojawiła się w mojej głowie myśl o Polakach na Islandii. Na początku wydawało mi się, że to jakiś szalony, odrealniony pomysł – nakręcić swój pierwszy film na Islandii, do tego samemu, z jednym aparatem i obiektywem. Jednak pozytywna energia i ogromny zastrzyk wiary w siebie, który otrzymałem po objechaniu wyspy na rowerze, utwierdziły mnie w przekonaniu, że jeśli będę tego bardzo chciał to musi się udać. Potem była już tylko seria małych kroków: umawianie wywiadów, odkładanie pieniędzy na paliwo i pobyt, polowanie na niedrogie bilety itp.

Ile trwały zdjęcia?

Dwa tygodnie. Plan był taki, żeby objechać Islandię moją zeszłoroczną trasą (czyli drogą numer 1, zwaną Ring Road), odwiedzić miejsca, które już znam, ale też wykorzystać możliwości auta z napędem 4×4 i dojechać w te trudniej dostępne. Na samym początku zawarłem też ze sobą taką honorową umowę – skoro chłopaki z IcePol’u dali mi jeep’a na 2 tygodnie, to bez względu na pogodę, zmęczenie lub znużenie drogą, będę wchodził z aparatem gdzie tylko się da. Wymagało to sporej dyscypliny, ludzie czasem patrzyli na mnie ze dziwieniem, że zamiast spacerować na luzie, ja maszeruję szybkim krokiem ze statywem na plecach, ale wiedziałem, że danego dnia mam do przejechania jeszcze 200 czy nawet 300 km, co najmniej kilka miejsc do sfilmowania, a słońce może zajść w każdej chwili. Nie wspominając o ewentualnym załamaniu pogody.

Jak wybrałeś swoich bohaterów?

Większość z nich poznałem podczas mojej rowerowej wycieczki dookoła Islandii. Michał był np. takim moim „pilotem”, który czuwał nad wyprawą i prowadził relację na portalu Iceland News Polska. Kasia i Grzesiek, Bogusia i Piotr czy Gregor, zapraszali mnie do siebie. Niestety wtedy z przyczyn wydolnościowo-pogodowych nasze spotkania nie doszły do skutku, ale pozostaliśmy w kontakcie. Monika i Rysiek zaoferowali mi nocleg na koniec mojej rowerowej przygody, dzięki czemu po prawie trzech tygodniach pedałowania i spania w namiocie, mogłem położyć się w super wygodnym łóżku. O Sonii przeczytałem w magazynie I-D, napisałem do niej wiadomość i okazało się, że zna mnie bardzo dobrze z mojej muzycznej działaności. Martę, Berenikę i Piotrka poznałem w Reykjaviku podczas otwarcia wystawy dotyczącej statku SS „Wigry”. Tak więc obsada powstała bardzo naturalnie. Czynnik ludzki był dla mnie ważniejszy niż kalkulowanie, kto by się jeszcze przydał.

Czy napotkałeś na jakieś trudności podczas zbierania materiału?

Najbardziej obawiałem się, że przez pierwszy tydzień, kiedy będę objeżdżał jedne z najpiękniejszych miejsc na południu, będę miał fatalną pogodę. Dzień przed wylotem odważyłem się spojrzeć na prognozę – tydzień deszczu – liczyłem na to, że może jak wyląduję to się poprawi, ale niestety, lało bez przerwy. Jednak nie ma tego złego, bo moimi pierwszymi rozmówcami byli Kasia i Grzesiek, z którymi miałem pogadać o życiu na farmie, jednak ulewa uniemożliwiła nam filmowanie na zewnątrz, więc spotkaliśmy się jedynie na kawę. Po piętnastu minutach rozmowy Grzesiek wspomniał, że niedaleko mieszka taka Sylwia z rodziną, że jest tu prawie 20 lat i ma dużo ciekawych historii. Chwilę później byliśmy już u niej i w zasadzie po moim pierwszym pytaniu rozpoznawczym, jeszcze zanim zdążyłem rozstawić sprzęt, Sylwia zaczęła tak ciekawie opowiadać, że musiałem powiedzieć: stop, proszę poczekać, lecę po aparat, to musi być w filmie! Deszcz przestał padać już na drugi dzień i w zasadzie poza sztormem na fiordach wschodnich, pogodę przez większość pobytu miałem piękną.

Trudnością było też na pewno zmęczenie. Przez te dwa tygodnie przejechałem ponad 3000 km, więc całe dnie spędzałem za kółkiem albo na nogach, filmując, latając dronem, robiąc zdjęcia. Dodać należy, że przez zdecydowaną większość nocy spałem w samochodzie. Po powrocie do Polski, gdy przeglądałem ujęcia, często towarzyszyło mi takie uczucie, że mogłem jeszcze coś dokręcić albo bardziej się postarać, ale po chwili, gdy lepiej przypominałem sobie te dni, wiedziałem, że najważniejsze było to, że nic mi się nie stało i wróciłem do domu w jednym kawałku.

Co Cię zaskoczyło podczas wywiadów z Polakami?

Może inaczej, te rozmowy bardziej niż zaskoczyły, utwierdziły mnie w tym, że życie na Islandii ma wspaniały wpływ na wielu ludzi. Otwartość, taka niewymuszona życzliwość, spokój – wszystko to, czego niestety tak często brakuje mi w Polsce – tam jest na porządku dziennym. I naprawdę budujące jest obserwowanie jak ci ludzie powoli przesiąkają tym islandzkim luzem, a na dodatek dzielą się nim z innymi, np. ze mną czy osobami, które obejrzały mój film.

 

To Ci się spodoba

Leave a Comment