Home Europa Ten tekst nie jest o podróży

Ten tekst nie jest o podróży

2018-01-26

Zamiast wypić importowane wino, eksportowałam się na Zachód. Spacer nad oceanem to dobry pomysł nawet w lutym. Nie przybywa zmarszczek od mrużenia oczu przy słońcu. Wiatr jest dobrem bezwarunkowym, nie ratuje od gorąca. W takim momencie Portugalia jest bez makijażu. Surowy czas rozebrał przestrzenie ze świeżości.

Małe miasteczko robotnicze, w którym trudno o spożywczy, osiedlowy sklep. Zapach świeżych ryb, przestworza oceanu, jedna główna ulica i linia tramwajowa. Przy plaży można spotkać pochylonych, starszych mężczyzn – władców tutejszych wód.

Mieszkając w Matoshinos ma się warunki idealne i wspaniałe Porto w zasięgu ręki. Tajemnicze, nieoczywiste miasto, które wzbudza szacunek. Nie dąży do świetności i minimalizmu, trendy wyznacza tu niepośpiesznie upływający czas. Wino można sączyć w nieskończoność, spacerując nad rzeką między rozpadającymi się, kolorowymi budynkami, cichymi podwórkami a tłumnym, turystycznym deptakiem. Pośród korowodu urlopowiczów miotają się rozleniwione koty. Na ulicach rozstawione są suszarki z mokrymi ubraniami. Małe bary o wątpliwym standardzie odzwierciedlają kulinarne przyzwyczajenia Portowian – do francesinhi serwowana jest bardzo mocna kawa. Jednocześnie tak upragniony i tak niesmaczny posiłek, że mogę potwierdzić, jakoby była to jedna z najgorszych potraw świata. Tu nie liczy się gust odwiedzających. Porto otwiera drzwi, ale utrzymuje dystans. Dobrze ma być mieszkańcom. I dobrze.

Daleko od domu nie muszę się czuć jak w nim. Wyjeżdżam, by przeżyć nowe, czasem niewygodne. Wyjeżdżam, by móc wrócić. A tam, dokąd jadę, przyjeżdżam przecież bez zaproszenia – gospodarze nie mają wobec mnie żadnego obowiązku.

Ta wizyta była jednak udana. W Porto życzenie mieszkańców się spełnia, a to sprawia, że dobrze jest też przyjezdnym.


Tekst: Angelika Szkołuda

Zdjęcia: Angelika Szkołuda, Patrycja Nicewicz

Gdzie to jest?

To Ci się spodoba

Leave a Comment