Home Azja Pada! Padasz?

Pada! Padasz?

2017-10-04

Szerokie ulice z wąskimi chodnikami, z jedzeniem w każdej postaci: świeżym, w połowie skonsumowanym, gnijącym i tym dawno strawionym. Wokół żarcia kręcą się miauczące i szczekające szkieletory, szczury, myszy, gołębie i wróble; ludzie stąd i nie wiadomo skąd. Wokół ludzi komary – cholera wie z czym. Co kilka metrów miejska kloaka z warzywami i owocami w ostatniej fazie życia. Całość przełamana jaśminem. Podoba mi się tu. Rangun pokochają poszukiwacze ekstremalnej, wielkomiejskiej (miasto liczy niecałe 7,5 mln mieszkańców), azjatyckiej egzotyki.

Pora deszczowa w dawnej stolicy Mjanmy to nie przelewki. Sześć miesięcy obfitego deszczu, od maja do października. W sierpniu spada tu ponad 500 mm wody (Warszawa najwięcej opadów notuje w lipcu i jest to zaledwie 70 mm). Stoję na środku drogi, przykryta kawałkiem dziurawej ceraty i testuję wszystkie znane mi metody na spacyfikowanie narastającej frustracji. Dla kogoś, kto z trudem akceptuje letni kapuśniaczek, birmańska ulewa to koniec świata. Warto jednak ten stan rzeczy przełknąć i ruszyć w miasto, które tętni życiem właściwie o każdej porze dnia i nocy.

Ranguński handel uliczny

Ma w sobie coś z magii, zwłaszcza ten w chińskiej dzielnicy (np. na ulicy 19-stej). Mydło i powidło, mnóstwo dorodnych owoców o gigantycznych rozmiarach: papaje, ananasy, duriany, arbuzy, pitaje, mango, mangostany, pomelo, pomarańcze, limonki, trzcina cukrowa, salaki. Las rąk nad garami, przed garami. Wózki naszpikowane szaszłykami, grille na kółkach. Ciuchy, chustki, tandeta i piękne rękodzieło; tajemnicze mikstury do pielęgnacji ciała; kosmetyki niewiadomego pochodzenia (pewnie z ograniczonym organicznym składem). Co jakiś czas nalewaki z lokalnym piwem. Całość zanurzona w wilgotnym, ciężkim powietrzu, które z czystym nie ma nic wspólnego.

Korki?

Dla kogoś, kto z trudem akceptuje kilometrowy sznurek samochodów do świateł, godziny szczytu w Rangun to koniec świata…, a godziny szczytu trudno w tym przypadku zdefiniować. Trzeba liczyć się z tym, że podróż z China Town na Dworzec Autobusowy Aung Mingalar może zająć 3 godz. i kosztować tylko 8 dolarów – czas to przecież pieniądz…

Rangun jest specyficzne. Ogromne, przeludnione, puste, śmierdzące, pachnące, w porównaniu do innych miast Azji Południowo-Wschodniej drogie. Czy warto je odwiedzić? Oczywiście. Z wielu powodów, ale lepiej odkryć je wszystkie samemu: w deszczu, w słońcu, na lepkim krzesełku w otoczeniu localsów, pod jedną ze stup w Szwedagon Pagoda, na kawie z widokiem na rozsypujące się kolonialne kamienice. W końcu podróżuje się po to, żeby nabrać dystansu do własnego życia. Życia, w którym porządna ulewa jest bardziej potrzebna, niż by się mogło wydawać.

Moje miejsca w Yangon

19sta ulica w China Town

Babylon Coffee Garden – polecam kawę na balkonie z widokiem na stare kamienice kolonialne!

Rangoon Tea House – warto spróbować słynnej, birmańskiej sałatki z liśćmi herbaty

Traveller’s House w China Town – typowo backpackerski hostel z nietypowymi „pokojami”, na każdą kieszeń.

SP Bakery&Cafe – nie najgorsza podróbka pieczywa, lody pistacjowe pomagają na deszcz.

To Ci się spodoba

Leave a Comment