Home Azja Bali, finally!

Bali, finally!

2017-08-11

Za oknem jeszcze ciemno. Zwinięte w kulki psy przypominają krakowskie obwarzanki. Koguty co jakiś czas dają o sobie znać, żeby przez resztę dnia nie dać o sobie zapomnieć – zmierzch jest i zmierzchem ich serenad.

Umościłam się na hamaku. Zawieszona pomiędzy dwoma światami: moim przeszłym i moim przyszłym, wsłuchuję się w otoczenie. Mijają minuty, może godziny.

Sąsiad wybiera się do pracy. Oczywiście na skuterze. Ktoś z zapałem zamiata obejście wokół domu. Wszystko jest dla mnie nowe, a jakby znane od lat. Nie potrafię tego wyjaśnić.I chociaż moje ciało zachowuje się jakby była 23:00, mój umysł jest już w odpowiedniej strefie czasowej albo po prostu w końcu w tej właściwej…

Nieśpiesznie odpalam papierosa z Polski, chwilę gapiąc się na ohydne zdjęcie trupa na opakowaniu. Palenie zabija. Tak, wiem. Podobnie jak stres. Leżę w oparach kadzideł razem z bożkami, bogami, demonami i siłami przyrody, którym Balijczycy codziennie oddają cześć. Wstaje nowy dzień.

To Ci się spodoba

Leave a Comment