Home Kultura Wschód, a ze wschodem idzie nowe

Wschód, a ze wschodem idzie nowe

2017-07-12

Często marzę o drewnianej werandzie. Małej, przytulnej chatce, w której codziennie rano będę parzyć ulubioną kawę i obserwować przez okno jak natura budzi się do życia, podczas gdy mój zniecierpliwiony pies będzie domagał się jedzenia donośnym szczekaniem.

Teraz to niemożliwe

Jestem pewna, że za X lat powiem sobie w duchu déjà vu. Nie wiem jak do tego dojdę. Może będę sama, a może będę mieć dużą rodzinę… Wiem, że nic nie wiem. Prawda jest taka, Drogi Czytelniku, że co do większości rzeczy pewności nie mam. Powiem Ci nawet, że znam wiele osób, które dopiero po 50-tce odkryły swoje powołanie, a niektóre nawet pod koniec swojej egzystencji. Niektórzy rodzą się z gotowym pomysłem na siebie – zakodowanym gdzieś w DNA, drudzy na niego dosłownie lub nie dosłownie wpadają. Nie pytaj dlaczego tak jest. Przyjmij to a priori.

Kiedyś myślałam, że to niesprawiedliwe

Dopiero teraz, w wieku 24 lat, powoli dociera do mnie, że każdy jest inny. Mniej cierpliwi uczą się cierpliwości przez całe życie. Inni przychodzą na świat wyposażeni w ogromne pokłady spokoju, żeby uspokoić tych bardziej narwanych. Wszystko jest takie zdywersyfikowane… Ale może właśnie ta różnorodność nadaje sens istnieniu naszego gatunku.

Nie raz mam wrażenie, że życie jest wyścigiem nie wiadomo dokąd. Większość stara się wygrać bieg na 100 m., nie zważając na swoje predyspozycje. A co jeśli jesteś długodystansowcem? Może trzeba nauczyć się odpowiednio oddychać, aby przyjemniej się biegło? Tak to widzę…


Przyznam, że rozczarowuje mnie to, jak często popadam w gorszy nastrój. Pewnej, nie najlepszej nocy nie mogłam zasnąć, serce kołatało jak oszalałe, co chwilę częstując mnie ostrym bólem. Zdezorientowana i bez sił otworzyłam okno na oścież, usiadłam na parapecie, odpaliłam papierosa i czekałam na wschód słońca. I nagle coś we mnie pękło. Zupełnie jakby natura dała mi orzeźwiającego kopniaka w tyłek. Ona ma swoje niezmienne rytuały. Jest wschód, potem zachód, a w ciągu dnia milion procesów, których my ludzie nie zauważamy. Wszystko dzieje się w odpowiednim czasie. Powoli. Nic nie zwalnia, nic nie przyspiesza. Tak ma być. I lepiej byłoby tego nie zmieniać.

Moja ukochana babcia Władzia

Codziennie z samego rana siadała na ławce z kubkiem kawy bądź herbaty. Okropnie mnie to frustrowało, zwłaszcza kiedy spędzałam u niej wakacje. Babcia nazywała to swoim rytuałem, rarytasem o poranku. Zmuszała mnie do niego. Ja, jak to dziecko, ryczałam w niebogłosy, błagając o dodatkowe 5 minut drzemki, bo po co się budzić tak wcześnie, kiedy można dłużej pospać? Babcia wtedy odpowiadała, że nie ma lepszej rozmowy z rana jak z naturą w ciszy – ona najlepiej podpowiada jakim być człowiekiem.

Pewnego dnia babci zabrakło

Wydawało mi się, że wszystkie cenne słowa i rady odeszły razem z nią, ale co rusz przypomina mi się jakiś fragment naszej rozmowy i wtenczas bardzo żałuję, że jako kilkulatka puszczałam je mimo uszu.

Myślę, że babcia miała dużą samoświadomość, której chciałabym sobie i Wam życzyć z całego serca, zwłaszcza w sytuacjach, kiedy do naszego życia wkrada się smutek i pustka. Kiedy wszystko wypada nam z rąk i nie wiemy co ze sobą począć, kim być, jak żyć.

Tekst i zdjęcia* Elwira Gonet 
*Zdjęcia zrobiono na Podlasiu 

To Ci się spodoba

Leave a Comment