Home Ameryka Śr. Polowanie na życie

Polowanie na życie

2017-06-14

Wiele osób do dziś mnie pyta co ja robiłam w tej chacie. Oprócz drzemania w hamaku w południe i czytania książek do zmroku. Picia zimnego piwa i czarowania minut, żeby wolniej płynęły. Przeżywania burzy w nocy i sprawdzania moskitiery przed spaniem – czy nie ma dziur, czy mnie nie zeżrą w całości. Brania chłodnego prysznica w kiepsko odsolonej wodzie. Mycia zębów w łazience pod chmurką. Oprócz gapienia się w orzechowe oczyska psich przyjaciół…

Otóż, ku zdziwieniu moim i pewnie Waszym, żyłam na pełnych obrotach. W pocie czoła robiłam porządki na “strychu” i obserwowałam ludzi, którzy polują na życie. Wstają o świcie. Czarna kawa, mimo że pyszna, nie zatrzymuje ich na długo przy stole. Robota czeka. A właściwie czekają na nich jaja.

Żółw morski pamięta jeszcze dinozaury. Niestety jest zagrożony wyginięciem. Takie organizacje jak Sea Turtle Rescue Nicaragua (dalej: STRN), działająca przy Rancho Tranquillo w Jiquilillo, starają się tę sytuację odwrócić. Nie jest to łatwe, bo obok naturalnych drapieżników, na żółwie czyha też człowiek. Ten zbiera ich jaja i sprzedaje, a na Karaibach nawet zjada ich mięso po wcześniejszych torturach – żeby lepiej smakowało, trzeba przewrócić zwierzę na plecy i cierpliwie czekać… Nawet kilka tygodni. Czy należy Nikaraguańczyków sprzedających jajka żółwi winić? Oczywiście, że nie. Są to ludzie pozbawieni perspektyw na życie, często bez żadnej alternatywy, wiedzy. Właśnie dlatego, wolontariusze STRN skupiają się również na ich edukacji, w międzyczasie skupując od nich jaja.

Idziecie ze mną? – rzuciła w przestrzeń wolontariuszka z Niemiec, która wybierała się na nocny patrol wybrzeża. W mgnieniu oka odstawiłam zimną Colę i stanęłam przed nią na baczność w pełnym rynsztunku, czyli w klapkach, szortach i t-shircie. Razem ze mną reszta załogi – niezwykle urocza para Anglików i Karo.

W tropikach szybko zapada ciemność. Pisząc ciemność, mam na myśli kruczoczarne niebo i “nie ruszysz się bez latarki”. Szliśmy uważnie, prawie na paluszkach, oświetlając każdy centymetr brązowej plaży. Ocean otulał nasze ciała słoną, cienką warstwą mokrego kleju. Co chwilę oblizywałam usta, ciesząc się jak małe dziecko. Że słone…

Tego wieczoru nie udało nam się zobaczyć ani żółwi, ani nowych gniazd, ale za to mogliśmy przyjrzeć się z bliska procesowi ratowania gatunku. Kilkadziesiąt wielkich worków z piaskiem. Każdy opisany datą. W każdym z nich jedno jajko. Żółwie na świat przychodzą w workach, gdzie są bezpieczne i pod okiem dyżurujących opiekunów. O zachodzie słońca zwraca się je Matce Naturze.

Więcej: http://www.peron4.pl/nikaragua-wolontariat-zolwie-lzy/

To Ci się spodoba

Leave a Comment