Home Europa Pocztówki z wakacji nie zawsze kłamią!

Pocztówki z wakacji nie zawsze kłamią!

2017-06-07

Piękne, zapierające dech w piersiach krajobrazy i pełne słońce. Aromatyczna kawa z kostkami lodu. Urocze białe domki kontrastujące z rożowymi bugenwillami. Niebieskie dachy i płotki. Miejsce, w którym widoki dorównują tym z pocztówek istnieje naprawdę.

Santorini to wyspa wulkaniczna, oblana przez magicznie niebieskie Morze Egejskie. Niektórzy naukowcy dopatrują się w niej zaginionej Atlantydy, o której pisał Platon. Swoją drogą, też jej kiedyś szukałam. W końcu założyłam, że nie istnieje i wprowadziłam nowe współrzędne. Teraz płynę przed siebie.

Cykady na Cykladach

Wyspa należy do archipelagu Cyklady, rozsławionym w Polsce przez zespół Maanam. Faktycznie cykady w Cyklady są wpisane jak cierpienie w życie młodego Wertera. Co wieczór dają darmowy koncert, który najlepiej smakować przy zimnym, białym winie ze znanych na cały świat lokalnych winnic.

Kościół na każdy dzień w roku

Na wyspie wielkości Świętokrzyskiego Parku Narodowego znajduje się ponad 300 kościołów (mniejszych i większych). Wychodzi na to, że każda rodzina ma swój własny. Nie chodzi tu jednak ani o samolubność mieszkańców ani o brak u nich umiejętności asymilacyjnych. Z uwagi na ograniczoną liczbę zawodów, które można było uprawiać na wyspie zanim dotarła na nią turystyka masowa, wiele młodzieńców decydowało się na żeglugę. Praca obciążona dużym ryzykiem, dlatego w intencji każdego żeglarza budowano kościółek.

Skąd ta biel i ten soczysty błękit?

Teorii na temat kolorów greckich domków jest przynajmniej trzy. Podejście czysto ekonomiczne – farby białe i niebieskie były po prostu najtańsze. Wytłumaczenie praktyczne – biały odbija promienie słońca, niebieski odstrasza owady. W końcu koncepcja patriotyczna. W czasach okupacji tureckiej, Grecy omijali w ten sposób cenzurę i demonstrowali swoją przynależność do ukochanej Hellady. Każda idea ma sens i tak też niech zostanie.

Czego nie widać na pocztówkach, a co niektórym może przeszkadzać

Na Santoryn można dostać się promem np. z Krety (podróż trwa 4 godz. i kosztuje ok. 300 zł w dwie strony) lub z kontynentu. Jest tu też lotnisko (airBerlin, Lufthansa, British Airways + czartery). Baza hotelowa jest dość bogata – przymiotnik użyty nieprzypadkowo. Za nocleg z widokiem na morze, basenem, masażystą i pysznym jedzeniem trzeba słono zapłacić. Turyści z dziurą w kieszeni też znajdą dach nad głową, jeśli zrobią rezerwację z dużym wyprzedzeniem. Alternatywą jest także jednodniowa wycieczka z przewodnikiem.

Przenosząc punkt ciężkości ze zmęczonego wąskimi uliczkami i wysokimi cenami turysty na jakiegokolwiek localsa, przekonamy się, że ten pierwszy ma lekko. Ogródki mieszkańców z wyjątkowo bujnymi kwiatami i intrygującymi dodatkami (kamienie układane na murkach i dachach mają chronić przed trzęsieniem ziemi) traktowane są jako muzea do zwiedzania. Przyjezdni często wchodzą na prywatne posesje, by zrobić sobie idealne zdjęcie z wakacji. Z podobnym problemem mierzą się mieszkańcy Alfamy w Lizbonie (dowiedz się więcej).

Tak! Tak! Tak!

Widok japońskiej panny młodej w zastygłej pozie w zakątku jakiejś uliczki, nie powinien nikogo tu zdziwić. Wyspa często wybierana jest przez dobrze usytuowanych Azjatów na ślub. Zjeżdżają tu całymi rodzinami, żeby powiedzieć sobie “tak” w wyjątkowych okolicznościach przyrody. Każdy fotograf ślubny będzie tu szczęśliwy. Zdjęcia po prostu same się robią. Jedyne co trzeba okiełznać to ostre światło, rysujące na twarzach szczęśliwców cienie pod oczami. Ale od czego są blendy… Zastanawiam się czy to właśnie te śluby nie są głównym źródłem dochodów localsów. Firm oferujących organizację wesel, przygotowanie ozdób, ślubnych kwiatów i podróży poślubnych na Santorini nie brakuje.

Polacy są wszędzie

Na Santorini byłam 3 dni z moją ówczesną współlokatorką. Po małych perturbacjach związanych z noclegiem (przelokowano nas bez naszej wiedzy), mogłyśmy cieszyć się wyspą i niezłym lokum z basenem. Basenem, w którym ani razu nie zamoczyłyśmy stopy. W tak lodowatej wodzie mogli pływać tylko wczasowicze z Anglii i Irlandii. Nie byłyśmy zaskoczone, kiedy ni stąd ni zowąd usłyszałyśmy wesołe “Dzień dobry”. Dwóch pilotów z Polski. W tym samym hotelu. Ciekawe czy też mieli po drodze jakieś perturbacje… Po ich szerokim, białym uśmiechu wnoszę, że nie.

Czy warto pojechać na te Santorini? Oczywiście. Choćby na jeden dzień. Zresztą warto robić wszystko, co chodzi nam po głowie. O ile to wszystko nie ogranicza wolności drugiego człowieka i zwierzaków. Ahoy!

Gdzie to jest?

To Ci się spodoba

Leave a Comment