Home Europa Dzieciństwo po 30-stce

Dzieciństwo po 30-stce

2017-05-10
Rodzicom, dzięki którym zawsze będę dzieckiem…

Czy trzeba przeczytać książkę o hygge, żeby otworzyć okno i zachwycić się kwitnącą wiśnią zamiast ją tylko zobaczyć? Czy trzeba studiować astrologię, by podziwiać drogę mleczną na bieszczadzkim niebie? Czy w końcu, trzeba przemierzyć świat wzdłuż i wszerz, aby pokochać rodzinne strony z zielonymi pagórkami i pourywanymi polnymi drogami?

Polując na promienie słońca, przedzierające się z trudnem przez grubą pierzynę obłoków, łypię na rodziców krzątających się po niewielkim ogródku. Mama w skupieniu uwalnia kwiaty od chwastów. Tata przygotowuje kosiarkę do pierwszej w tym roku roboty. Reszta ferajny poza zasięgiem mojego wzroku, pewnie na piętrze w cyberświecie. Czas płynie wolno, rzadko przyspiesza. W kuchni parzy się kawa. Pies jakby pląta się pod nogami, ale przecież on też ma wypełniony grafik. Krzewy i drzewka należy dokładnie obwąchać i zaznaczyć przed zmrokiem. Każdy medytuje po swojemu.

Niebo powleczone szarymi chmurami. Idzie na deszcz. Siedzę na balkonie. Tym samym, na którym siedziałam piętnaście lat temu i zastanawiałam się co będę robić w wieku 30 lat. Wtedy 30 lat brzmiało poważnie… Gapię się na drzewa, na pustą uliczkę. Słyszę rechot żab, tupanie jeża, ostrożnie badającego teren i cieszę się cholernie, że jako trzydziestolatka nie jestem ani głucha ani ślepa.

Podróżuję po to, by nauczyć się zauważać i doceniać prosty świat. Ten bez blichtru, brawury, piątego biegu, konwenansów, sklepowych witryn i zegarków z diamencikami. I chociaż nie do końca mnie ten świat rozumie, lubię do niego wracać – chociażby myślami w kostarykańskim autobusie. Podróżuję po to, by od czasu do czasu zażyć trochę tej słodkiej nostalgii.

Gdzie to jest?

 

To Ci się spodoba

Leave a Comment