Home Europa American Dream po Warszawsku

American Dream po Warszawsku

2017-04-19

Dan Gilsdorf – Amerykanin z Portland, mieszkający w Warszawie od prawie 2 lat. Człowiek nietuzinkowy, o bardzo wielu zdolnościach, ale przede otwarty na świat. Nie dziwi więc fakt, że uwielbia się przemieszczać. Jego sposobem na życie stało się tatuowanie. W pracy jest skupiony i profesjonalny. Z oczu Dana emanuje wyjątkowy spokój. Spokój, który jest wynikiem wieloletniego doświadczenia, pasji i satysfakcji z tego, co robi. Nie ucieka przed trudnościami, a nawet je lubi. Dlaczego?

Fot. Krzysztof Szlęzak

Edyta: Co sprawia, że się uśmiechasz?
Dan: Moje gusta kształtują się w dość specyficzny sposób. Z pełną świadomością pielęgnuję w sobie umiejętność lubienia rzeczy, które wcale nie wyglądają na miłe. Są to „trudne przyjemności”. Jedną z moich ulubionych rzeczy, związanych z podróżowaniem jest to, że do końca nie można przewidzieć kolejnych wydarzeń. Okazuje się, że często te najtrudniejsze sytuacje, najbardziej intensywne emocje i zupełnie obce wrażenia osiadają gdzieś głęboko we mnie i są najdłużej pamiętane. Często to, co na pierwszy rzut oka wygląda nieprzyjemnie ma dużą wartość. To właśnie uczenie się lubienia rzeczy z pozoru trudnych i niemiłych wywołuje uśmiech na mojej twarzy.

Jaka jest Twoja ulubiona podróż?
Miałem to szczeście, że mogłem podróżować do wielu wspaniałych miejsc i wybór tego jedynego nie jest łatwy. Delektuję się wspomnieniami z miejsc, w których byłem na różnych etapach życia, które poznawałem w różny sposób. Czasem przypomina mi się wezwanie do modlitwy w Kairze i wtedy myślę, że podróż do Egiptu jest tą moją ulubioną. Innego dnia, mam przed oczami neonowe stoiska z jedzeniem na nocnym markecie w Hong Kongu albo przyjaźń, którą zawarłem w St. Petersburgu, pomimo tego że nie byliśmy w stanie porozumieć się w żadnym języku. Zmierzam do tego, że nie mam jednego ukochanego miejsca. Wszystko zależy od nastroju, w jakim jestem danego dnia.

Jaka jest najprzyjemniejsza rzecz, która Cię spotkała w Warszawie?
Najlepszą rzeczą, jaka mi się tu przytrafiła jest po prostu fakt, że tu mieszkam. Wyjazdy na wakacje są świetne, ale przebywanie gdzieś non stop, od rana do wieczora, 24/7 otwiera drzwi do zupełnie innej percepcji danego miejsca. Składa się na to bardzo wiele powodów. Uwielbiam być mieszkańcem Warszawy. Uwielbiam swoją codzienną rutynę. Chodzenie do pracy, codzienne wyprawy do warzywniaka, nieustanne uczenie się miasta, które posługuje się zupełnie innym językiem niż ja, odkrywanie tych wszystkich miejsc, za którymi będę tęsknił, kiedy wyjadę.

Jakie jest Twoje ulubione miejsce w Warszawie i dlaczego?
Bez wątpienia jest to Hala Mirowska. To dla mnie Warszawa w najczystszej postaci. Tam, skąd pochodzę nic podobnego nie istnieje. W Hali Mirowskiej dowiedziałem się najwięcej o polskiej kulturze, tutejszej kuchni i języku polskim – więcej niż gdziekolwiek indziej w mieście.

Co myślisz o localsach mieszkających w Warszawie?
Odkryłem, że Warszawiacy są bardzo sympatyczni. W Stanach Zjednoczonych Polacy mają opinię ludzi irytujących i wybuchowych. Wynika to z faktu, że Amerykanie, szczególnie podczas podróży za granicę, są bardzo entuzjastycznie nastawieni i superotwarci, co może być odbierane przez innych jako płytnie i nieszczere. Dla porównania, ludzie w Polsce są o wiele bardziej bezpośredni i uczciwi. Wolą, aby powierzchowne relacje pozostały powierzchownymi, a przyjaźń rezerwują dla swoich prawdziwych przyjaciół. Przypuszczam, że wielu Amerykanów może czuć się z tego powodu odrzuconych. Na koniec dnia, polska mentalność lepiej pasuje do mojej osobowości, dzięki czemu czuję się tutaj swobodnie.

Czy jest coś za czym będziesz tęsknił po wyjeździe z Warszawy?
Za wieloma rzeczami. Na pewno za Halą Mirowską, ale przede wszystkim za przyjaciółmi, z którymi pracuję w studiu. W ciągu prawie 2 lat mojego pobytu w stolicy bardzo się ze sobą zżyliśmy i traktuję ich jak swoją rodzinę. To się na pewno nigdy nie zmieni. Będę tęsknił za tramwajami, za Wisłą, kuchnią, architekturą, mówieniem po polsku. Cały czas próbuję nauczyć się polskiego i boję się, że po powrocie do USA dużo z niego zapomnę.

Gdzie chiałbyś mieszkać i dlaczego??
Życie za granicą najbardziej mi odpowiada. Zdaje sobie sprawę z tego, że to bardzo ogólne stwierdzenie, ale to właśnie ono najwięcej mnie nauczyło – przede wszystkim o sobie samym. Nie jestem pewnien, czy kiedykolwiek z tego zrezygnuję i wrócę na stare śmieci. Zanim przyjechałem do Warszawy, niewiele o niej wiedziałem. Poznawanie miasta od zera ma w sobie coś z magii. Mam nadzieję, że będę miał podobne doświadczenia w innym mieście, w niedalekiej przyszłości. Gdzie to będzie? Nie wiem, ale na 100% nie jestem osobą, która spędzi resztę swojego życia w jednym miejscu.

Fot. i video: Krzysztof Szlęzak

Więcej info o Danie: www.atlastattoo.com/dan-gilsdorf

To Ci się spodoba

Leave a Comment