Home Europa Gorzkie fado, słodkie mandarynki

Gorzkie fado, słodkie mandarynki

2017-04-05

Spacerując uliczkami Alfamy – jednej z najbardziej urokliwych dzielnic “historycznych” Lizbony, zastanawiałam się o czym będą śpiewać pieśniarze fado za 20 lat.

Może o lasach selfie-sticków wyrastających w mgnieniu oka tam, gdzie pojawiają się autokary z wycieczkami o przeróżnych numerach rejestracyjnych. O sznurach segwayów, oplatających kolorowe kamieniczki. O turystach zwiedzających pagórkowatą Lizbonę w największym upale – na rowerach. O tramwaju nr 28, którym kiedyś zwykli jeździć mieszkańcy. A może o wykraczającej poza wszelkie normy ciekawości ludzi, wchodzących przez uchylone drzwi do prywatnych mieszkań, żeby zrobić panoramiczne zdjęcie kuchni. Na pamiątkę.

Zastanawiałam się też, czy to fado będzie śpiewane jeszcze w oryginalnym języku czy może już po francusku albo angielsku. W końcu portugalski na chodnikach to rzadkość, przynajmniej w godzinach porannych, popołudniowych i wczesnowieczornych. Tubylcy dzień zaczynają od kolacji w ulubionej knajpce z tradycjami ok. 22, podczas gdy zmęczeni wojażami przybysze udają się na spoczynek.

Turystyczne boom

Lizbona stała się popularna 5 lat temu, odkąd Turcja i kraje Afryki Północnej przestały być atrakcyjnymi kierunkami wyjazdowymi dla Europejczyków. Liczba osób odwiedzających stolicę Portugalii rośnie w zawrotnym tempie. Za szybko dla stacjonujących tu od pokoleń localsów. Wielu z nich coraz częściej decyduje się na przeprowadzkę na obrzeża aglomeracji, gdzie czynsz nie jest aż taki wysoki. Ich miejsce zajmują np. Francuzi, wynajmujący mieszkania na airbnb.

“Jeśli wiesz, że o 23:00 będzie tam koncert fado, to zapewniam cię, że nie ma to nic wspólnego z prawdziwym fado”. Nuno mieszka sam niedaleko słynnej Alfamy od nastu lat. Nie wyobraża sobie innego miejsca do życia. Przyznaje jednak, że z niepokojem obserwuje jak turystyka masowa zmienia Lizbonę. Sąsiaduje najczęściej z Francuzami, czasem z Niemcami i z kotem Spadochronem (imię w pełni zasłużone). “Prawdziwe fado nie jest planowane. Nie wiesz kto i gdzie zacznie je śpiewać. Nie chodzimy na koncerty fado tylko po prostu do restauracji na grillowane sardynki. Fado jest tłem.”

Drzewko szczęścia

Jemy mandarynki prosto z drzewa jego rodziców. Ich sok jest tak słodki, że można zapomnieć o całym świecie. Słońce zamknięte w małym owocu. Genialne. Na chwilę zamieniamy się w mandarynkowe jamochłony. “Nie nadają się na sprzedaż, bo są za brzydkie.” Faktycznie nie są idealnie okrągłe i mają brązowe plamki, ale są pyszne. “To tak, jak z życiem – nie jest idealne, ale może być pyszne”. Pomyślałam, że to samo można powiedzieć o Lizbonie. W końcu to jedno z najpiękniejszych miast na Starym Kontynencie, jakie widziałam.

W kolejnym tekście będzie dużo słodkiego soku, brązowych plamek i słońca.

To Ci się spodoba

Leave a Comment