Home Europa Czekając na najlepszego gofra w Warszawie

Czekając na najlepszego gofra w Warszawie

2017-03-08

Wbrew pozorom rzecz nie będzie o gofrach, według pewnej znanej mi gofroholiczki – najlepszych w stolicy. Małe, ciasne, ale przyjazne wnętrze z widokiem na PKO Bank Polski.

W środku jeden stoliczek i kilka wysokich krzeseł. Gdy ciepło, na zewnątrz też jest na czym usiąść. No właśnie usiąść i poczekać, delektując się każdą minutą jeszcze bez gofra. Puszystego, świeżego, z ciasta razowego, waniliowego lub piernikowego. Z domowym karmelem, dobrze ubitą śmietaną i bananami (polecam szczególnie SZEFA). Albo z serkiem mascarpone, karmelem i owocami. Z listkami mięty. Dla ascetów bez niczego.

Opcji jest kilka i każda tak samo uwodzi kubki smakowe swojej spragnionej słodkości ofiary. Na mieście mówią, że cukier to biały morderca. Ech, wszystko ze sklepowych półek chce nas zabić, zatkać żyły cholesterolem, odłożyć się w boczkach, udach i pośladkach. Idąc tym tropem, gofry powinny odsiadywać karę dożywocia w zakładzie karnym o najwyższym rygorze, jaki tylko człowiek może sobie wyobrazić.

Czekając na swojego kata, wyjątkowo zamiast na lekkim wietrze i słoneczku, skupiłam się na obserwacji nieuczestniczącej. Fascynujące jak różnie ludzie czekają. Jedni przebierają nogami, zaciskają zęby i celują nie do końca miłymi spojrzeniami w uwijającego się w kuchni uroczego pana. Niektórzy uśmiechają się do swojego odbicia w szybie, poprawiają fryzurę. O dziwo nikt nie patrzy w smartphona. Są też i tacy (i tym szczerze współczuję), którzy swoje czekanie komentują z nieludzkim zacięciem i zaangażowaniem. „GOOOOOOOOOOOFR„. Czy chcesz czy nie, bierzesz udział w ich grze. Najlepiej z sytuacją radzą sobie (o dziwo!) dzieciaki. Grzecznie siedzą na stołeczkach jakby w myślach liczyły owce, przeskakujące przez wielkiego gofra z górą owoców.

W niektórych paryskich knajpach coraz częściej można spotkać wywieszkę na ladzie: „Na dobre jedzenie trzeba poczekać”. I wcale nie chodzi tu o słynny na cały świat nonszalancki styl pracy francuskich kelnerów. Takie komunikaty widziałam też w śniadaniowniach w Kostaryce (tych najbardziej klimatycznych). Jednakowoż, ciągle dziwi mnie, że do tego typu miejsc przychodzą osoby nastawione na mcdonaldowską szybkość. Być może to jakaś odmiana masochizmu…

Puenta będzie prosta, ale uniwersalna jak cholera. Na dobrego gofra trzeba poczekać. Szczególnie na tego z Gofiarni na Puławskiej.

P.S.

Gofiarnia zadbała także o cukrofobów, towarzyszącym gofrowym potworom. Można tu też zjeść, sądząc po minach klientów, smaczne burrito i quesadillę.


Gofiarnia

ul. Puławska 11
Czynna codziennie od 12.00 do 19.00

Facebook

To Ci się spodoba

Leave a Comment