Home Lifestyle Spełnianie marzeń to ciężka praca

Spełnianie marzeń to ciężka praca

2017-03-03

I jak para olbrzymich ptaków unieśli się w powietrze, wzbijając się coraz wyżej, a wyspa niewoli oddalała się w przestrzeń, aż wreszcie utonęła we mgle. Ikar upojony lotem nie myślał o przestrodze mądrego ojca. Niepomny na niebezpieczeństwo leciał coraz bliżej słońca.

 Wanda Markowska „Dedal i Ikar”

Paweł nigdy nie był Ikarem. Od najmłodszych lat przejawiał dedalową rozwagę i odpowiedzialność. Pamiętam go jako pełzającego po dywanie szkraba. Zdarzało mu się popłakać, gdy coś nie szło po jego myśli albo kiedy pobił się z siostrą bliźniaczką. Raczej mało mówił o sobie, za to jestem pewna, że głowę miał wypełnioną pomysłami po brzegi. W szkole podstawowej zaczął je realizować. Prowadził radio przez internet. Przez chwilę grał na perkusji, czym trochę uprzykrzał życie pozostałym domownikom. Jeździł na motorze crossowym.

Jako piętnastolatek z pomocą starszego brata i taty prowadził e-biznes. Zarobione pieniądze wydawał na pewne hobby, które szybko stało się jego całym światem. Wolny czas spędzał na lotnisku, najpierw pomagając pracującej tam ekipie, potem latając szybowcami, wreszcie awionetkami. Długo przed maturą wiedział na jakie studia chce pójść. Nie mogło być inaczej – lotnictwo. Jeśli człowiek lubi to, co robi może osiagnąć w tym poziom mistrzowski i bynajmniej nie wiem tego z korporacyjnych szkoleń.  Codzienność bez litości weryfikuje nasze wybory i czasem potrafi nieźle dać w kość. Jako starsza siostra patrzę na jego poczynania i czuję ogromną dumę, satysfakcję. Przede wszystkim z tego, że Paweł walczy o swoje marzenia i konsekwentnie dąży do celu, mimo wielu trudności i problemów z tym związanych.

Serwery mi padły. Nic nie działa. – mówi pewnego, zwykłego dnia spokojnym głosem, kilka lat temu. Nie wpada w żadną panikę. Nie działa w popłochu. Zamiast wziąć się do ratowania sytuacji idzie do kuchni i wstawia wodę na herbatę. Z parującym napojem siada na sofie, zaciera ręce i krok po kroku gasi pożar. Między czasie zdenerwowani klienci dzwonią, żeby zgłosić usterkę, przy okazji dorzucając kilka obelg. Brat jak automatyczna sekretarka powtarza, że za pół godziny będzie po sprawie. Przyznam szczerze, że niejednokrotnie w podobnych przypadkach w pracy zdarzyło mi się wybuchnąć. Mieć wszystkiego dość. Iść na kawę nie po to, żeby złapać oddech i ustabilizować puls, ale żeby po prostu na chwilę uciec od kłopotów.

Miałam to szczęście szybować z nim w Wigilię dwa lata temu. Dla mnie zupełna nowość. Niepewnie wgramolilam się do małego, niepozornego wehikułu. W momencie wyciągania szybowca w powietrze poczułam skurcz w żołądku. Chcę wracać – wyszeptałam połamanym głosem. Paweł już nie słyszał. Jego myśli kręciły się tylko wokół chmur i kominów, miraży, wiraży i kółek, zataczanych na niebie. Nie będę się teraz skupiać na moim strachu, bo nie ma się czym chwalić. Po wylądowaniu miałam ochotę po papiesku pocałować ziemię. W trakcie lotu ani przez moment nie pomyślałam, że coś nam się stanie, że za sterami siedzi mój młodszy o 7 lat braciszek. Od tamtej pory wiem co to znaczy zachować zimną krew, kiedy twój towarzysz z przerażania chce otworzyć pokrywę szybowca i wysiąść 500 m nad zielonym, trawiastym lotniskiem.

W styczniu Paweł wrócił z Chełma do Krosna. Studia powoli dobiegają końca, a dorosłe życie wraz ze wszystkimi atrybutami (rachunki, decyzje, kredyty, zmarszczki, siwe włosy) wycierają już swoje buty o wycieraczkę przed drzwiami frontowymi. A co w tym momencie robi nasz pilot? Wstawia wodę na herbatę…

Localsi życzą powodzenia w poszukiwaniach wymarzonej pracy!


To Ci się spodoba

Leave a Comment